
Transpozycja to głos i pamięć transpłciowej społeczności, zapisanej w osobistych historiach, artefaktach i obrazach. To przestrzeń, gdzie spotykają się osobiste wspomnienia, archiwalia i prace współczesne, tworząc narracje ukazujące przemiany w myśleniu, języku i sposobie mówienia o sobie samych przez osoby transpłciowe. Każda narracja staje się częścią większej, ciągle powstającej i narastającej opowieści. To także przestrzeń dla tego, co pomijane bądź łatwo zapominane – różnorodności trans opowieści, zmian języka i świadomości, które ewoluowały wraz z całą trans społecznością.
Na projekt składa się wystawa eksponowana w Austriackim Forum Kultury oraz słuchowisko powstałe z rozmów z piętnastoma osobami transpłciowymi, które swoje życie związały z Warszawą.
Wystawa powstała przede wszystkim z myślą o samej społeczności, by dać jej wgląd we własną historię, zaprosić do jej poszukiwania, otworzyć nowe perspektywy rozumienia siebie, dać narzędzia do odnajdywania własnych genealogii, a wreszcie – zaspokoić ciekawość, bo wiemy, że potrzeba docierania do własnych lokalnych dziejów jest wśród samych osób transpłciowych bardzo duża.
Słuchowisko to podróż przez piętnaście biografii osób transpłciowych i niebinarnych, w różnym wieku, o różnym pochodzeniu i z bardzo różnorodnymi perspektywami rozumienia siebie i doświadczeniami życiowymi. W trakcie wywiadów porozmawiałyśmy o transstorii zbiorowej, czyli historii rozwoju trans społeczności, o tożsamości, seksualności, relacjach i aktywizmie. Słuchowisko wzbogacone zostało o pięć utworów muzycznych stworzonych przez transpłciowe osoby artystyczne.
TRANSPOZYCJA: słuchowisko
Odcinek 1: Transstoria
Odcinek 2: Tożsamość
Odcinek 3: Relacje
Odcinek 4: Seksualność
Odcinek 5: Aktywizm
Tekst kuratorski
Transpozycja powstała ze strzępów i świstków wydrapanych spomiędzy szczelin narracji. Tam właśnie znajdujemy ślady życia osób transpłciowych sprzed dekad, spod powłoki nieistnienia i nieobecności transpłciowości raz po raz wybijają się jej reprezentacje. Czasem towarzyszy im ton sensacji, czasem przepustką do bycia zauważonymi jest wrzucenie do kryminalnych światków. To jeszcze nie widoczność, ale właśnie dopiero zauważalność, ustalana arbitralnie i pozycjonująca na obrzeżach, oferująca nawet autorom zbierającym nieheteronormatywne historie łatwość w ignorowaniu istnienia osób trans. Ruch w stronę dowartościowania marginesów zatrzymuje się w bezpiecznej odległości od współczesnego cisheteronormatywnego centrum, przy cisgejowskiej większości w mniejszości.
Na wystawie prace osób transpłciowych dialogują z transstorycznymi materiałami i artefaktami. Prezentowane wspomnienia i zbiory z archiwów prywatnych kierują uwagę ku opowieściom bardzo indywidualnym i intymnym, a zarazem to z nich wyczytać można fragmenty warszawskiej transstorii. Wystawa tworzy przestrzeń dla tego, co ignorowane, pomijane bądź łatwo zapominane – różnorodności trans opowieści, zmian języka i świadomości, które ewoluowały wraz z całą trans społecznością.
Transpozycja jest przewartościowaniem w procesie. Opowieści zebrane na wystawie, zdjęcia, wspomnienia przychodzą do zwiedzających jako wyciągnięte z cienia i odzyskujące aktualność i ważność. Transpozycjonowanie własnych historii to ruch od własnej (nie)pamięci w kierunku zbiorowej samoświadomości. Nie tylko bowiem marginalizacja w większościowym społeczeństwie spycha transstorie w niepamięć. Znajduje ona swoje odzwierciedlenie w samounieważnianiu, poddawaniu w wątpliwość własnych doświadczeń, pokawałkowaniu własnych biografii – wyrywaniu się z transfobicznego domu, zacieraniu śladów po transpłciowej przeszłości, wyrzucaniu ubrań zgodnych z chcianą ekspresją przy kolejnych próbach powrotu do udawania osób cis.
Także dlatego transstorie toczą się w zagięciach czasu – szybciej odchodzą w niepamięć, zamierzchłą przeszłością wydaje się transstoria ludzi, którzy nadal żyją. Międzypokoleniowy przekaz jest poszarpany. Co wiemy o transach, które przed nami chodziły tymi samymi ulicami? Zostaje po nich powidoczność – inna od tej widoczności osób transpłciowych mającej działać według zasady prostego postępu: większa widoczność oznacza, że transom jest coraz lepiej. Za tą idą oczekiwania, że będziemy wyglądać ładnie, nie drażnić swoją obecnością i byciem trans za bardzo, chociaż równocześnie słyszymy, że nie jesteśmy wystarczająco trans. Widoczność bywa cięciem po marginesach z ciągłym pytaniem o to, co zostanie przyjęte bez wzdrygnięcia. Powidoczność mieści to, co już przepadło bądź właśnie przepada, bo nikt nie chce tego oglądać. Szukamy jej w szczelinach narracji, bo w nich nikt nie zadbał o akceptowalne reprezentacje transpłciowości. Transowe powidoki wracają wraz z Transpozycją, bo właśnie po to powstała ta wystawa – aby transy mogły same opowiadać własne historie, bez ich kamuflowania, ugładzania i wartościowania według upodobań cis większości.
